Intro
Bursztyn na horyzoncie, miasto zwalnia oddech
Dym znad silnika, cień się kładzie na klatce schodowej
Wiem, że za chwilę noc otworzy swój sejf
Verse
Siódma wieczorem, niebo płonie jak żarówka
Ulica pusta, tylko ja i moja ciężarówka
Bursztyn na szybach, odbija się w kałuży
Licznik w kieszeni tyka, jakby serce mi wtórzy
Neon się budzi, gdy słońce jeszcze nie zgasło
Miasto szepcze cicho, że to moje jest miasto
Znam każdy zakręt, każdy cień na chodniku
Chodzę bez lęku, jak król we własnym szyku
Kiedyś ta ulica miała mnie za obcego
Dziś zna moje imię jak refren znajomego
Portfel lekki, głowa ciężka od planów
Ale idę dalej, nie zbaczam z tych szlaków
Złoto w oczach, kiedy patrzę na zachód
Wiem, że jutro znów to samo światło zapłacą
Nie ma we mnie strachu, tylko rytm i spokój
Bursztynowy wieczór - ja idę własnym krokiem
Hook
Bursztynowy zachód pali się nad blokiem
Ja króluję cicho, miasto pod mym krokiem
Złote światła w oknach, dym znad silnika
Bursztynowy zachód - moja pora, moja chwila
Verse
Dziesiąta bije, miasto zmienia się w żar
Cienie na rogach, każdy zna swój towar
Ja stoję na dachu, patrzę jak dole gasną
Świece na wieżowcach jak korony, co nie gasną
Kiedyś liczyłem grosze, dziś liczę kilometry
Każda dzielnica zna mnie, jak stare metry
Zaufanie budowałem cegła po cegle
Teraz mam ekipę, co przy mnie stoi w biegu
Nie potrzebuję świateł, sam jestem latarnią
Idę przez ciemność, moje ślady nie kłamią
Wspomnienia palą się jak papieros w dłoni
Ale ja nie gaszę, bo ten żar mnie chroni
Miasto ma tysiąc twarzy, ja znam każdą z nich
Bursztynowy odblask w moich zmrużonych oczach
Nie pytam o drogę, sam wytyczam szlak
Ten zachód to mój podpis, mój prywatny znak
Hook
Bursztynowy zachód pali się nad blokiem
Ja króluję cicho, miasto pod mym krokiem
Złote światła w oknach