Verse
Klatka B, siódme piętro, gasną korytarze,
prąd wyłączą o dwudziestej, tak głosi zarządzenie.
Matka liczy świece, ojciec liczy karty,
dozorca przy bramie rozdaje numerki.
Szczelina między blokiem a blokiem, wąska jak dłoń,
tam wpada księżyc, jedyny wolny błysk.
Stoję w kolejce, w ręku kartka - siedem,
ktoś przede mną szepcze: on się nie spieszy.
Pre-Chorus
Czy to czekanie ma jakiś sens,
czy ktoś zapisze nas na inny wieczór?
Czy światło, które nie jest nasze,
ogrzeje choć przez chwilę czoło?
Chorus
Stoimy w kolejce po światło księżyca,
numerek w dłoni, oddech jak mgła.
Nikt nie odda, nikt nie pożyczy,
kolejka po światło księżyca trwa.
Verse
Stary Rubin milczy, ekran jak zamarznięte jezioro,
sąsiadka z trójki czyta przy framudze okna.
Tramwaj siedemnasty mija pustą jezdnię,
kierowca patrzy w niebo, jakby wiedział, gdzie jechać dalej.
Numerek dziewiąty, potem jedenasty,
zima skraca noce, kolejka się kurczy.
Ktoś mówi cicho: jutro może chmury,
jutro może wcale nie przyjdzie.
Pre-Chorus
Czy to czekanie ma jakiś sens,
czy ktoś zapisze nas na inny wieczór?
Czy światło, które nie jest nasze,
ogrzeje choć przez chwilę czoło?
Chorus
Stoimy w kolejce po światło księżyca,
numerek w dłoni, oddech jak mgła.
Nikt nie odda, nikt nie pożyczy,
kolejka po światło księżyca trwa.
Bridge
Dziś sam rozdaję kartki przy tej samej bramie,
dzieciom, co nie wiedzą, czym była ciemność.
Mówię: stańcie tutaj, gdzie stał wasz ojciec,
światło i tak przyjdzie, choć nikt go nie skraca.
Nie ma numerków, nie ma już kolejki,
zostało tylko miejsce, gdzie stawaliśmy.
Chorus
Stoimy w kolejce po światło księżyca,
numerek w dłoni, oddech jak mgła.
Nikt nie odda, nikt nie pożyczy,
kolejka po światło księżyca trwa.