Verse
Ojciec w budce rozdzielni, dłoń na starym stykowniku,
o dwudziestej trzeciej gasi ulice po kolei.
Ja pod kołdrą, mikrofon przy oknie na sznurku,
łapię trzask przełącznika, szum, co w ciemność wietrznieje.
Taśma Kasprzak się kręci, licznik cyfr czerwonych,
Lipowa, Kwiatowa, Zielona - gasną po kolei.
Każdy klik to dom, co zasypia bez pytania,
a ja nagrywam ciemność jak audycję z rana.
Pre-Chorus
Ile świateł mieści jedna szpula taśmy?
Czy ktoś usłyszy kiedyś, jak gasło miasto?
Trzeszczy magnes, głos ojca cichnie w progu,
uczę się ciemności, zanim sam zasnę.
Chorus
Magnetofon zgasłych świateł kręci się w mojej głowie,
trzask po trzasku miasto usypia, a ja wciąż nagrywam.
Magnetofon zgasłych świateł, szpula szumi jak modem,
ojca głos w ciemności ulic - ja go wciąż odtwarzam.
Verse
Dziś szpula się rwie, taśma klei się jak blizna,
ulica zmieniła nazwę, nikt jej już nie pamięta.
Blok, gdzie gasło światło, zburzony pod parking,
a ja stoję sam, gdzie kiedyś stała antena.
Odtwarzacz zjada dźwięk, głowica coraz starsza,
głos ojca coraz cichszy, jakby gasło osiem razy.
Liczę kliknięcia tak, jak inni liczą kroki,
zostały mi tylko szumy i cyfry na taśmie.
Pre-Chorus
Ile świateł mieści jedna szpula pamięci?
Czy miasto wie, że ktoś je wciąż odtwarza nocą?
Trzeszczy magnes, głos ojca cichnie w progu,
uczę się żegnać, zanim zgaśnie do końca.
Chorus
Magnetofon zgasłych świateł kręci się w mojej głowie,
trzask po trzasku miasto usypia, a ja wciąż nagrywam.
Magnetofon zgasłych świateł, szpula szumi jak modem,
ojca głos w ciemności ulic - ja go wciąż odtwarzam.
Bridge
Kupiłem nową taśmę, nagrywam siebie w progu,
mówię do syna: to głos dziadka w ciemności miasta.