Verse
Piąta rano, szron na szybie sklepu,
ojciec pisze numer długopisem na ręku.
Sto dwadzieścia trzy - atrament schnie na skórze,
kolejka rośnie, mróz szczypie w bucie.
Kierownik krzyczy: "żarówek tylko cztery,"
liczba spada z ust jak grad na papierze.
Pani z siatką liczy palce, cień na murze,
a ja trzymam rękę ojca, żeby się nie zgubić.
Pre-Chorus
Czy starczy dla nas, zanim zgasi się dzień?
Czy numer sto dwadzieścia zdąży wejść za próg?
Ile godzin jeszcze w tym mrozie stać,
żeby wieczorem miał kto zapalić żarówkę w domu?
Chorus
Kolejka po światło, ręce zdrętwiałe od mrozu,
stoimy dla iskry, co zapali cień pokoju.
Kolejka po światło, cień dłuższy niż ulica,
a ja wciąż czekam, choć zgasła już kamienica.
Verse
Blok dziewiąty, klatka trzecia, korytarz ciemny,
matka zapala świecę, mówi: "bądź cierpliwy".
Radio Wisła szumi, głos się gubi w szumie,
sąsiad zza ściany puka: "podzielmy się, bo umiem".
Trzydzieści lat minęło, sklep zamknięty na głucho,
witryna pusta jak oko bez wzroku.
Ale ja wciąż widzę numer na mojej dłoni,
sto dwadzieścia trzy, atrament już nie płonie.
Pre-Chorus
Czy starczy dla nas, zanim zgasi się dzień?
Czy pamięć jeszcze zdąży wejść za próg?
Ile lat już w tym mrozie stać,
żeby ktokolwiek zapalił żarówkę w domu?
Chorus
Kolejka po światło, ręce zdrętwiałe od mrozu,
stoimy dla iskry, co zapali cień pokoju.
Kolejka po światło, cień dłuższy niż ulica,
a ja wciąż czekam, choć zgasła już kamienica.
Bridge
Dziś lampy się palą same, bez kolejki, bez czekania,
ulica jak dzień, nikt już nie liczy braku.
A ja stoję w progu starego sklepu,
szukam numeru, którego nikt już nie zawoła.
Chorus
Kolejka po światło, ręce zdrętwiałe od mrozu,
stoimy dla iskry, co zapali cień pokoju.
Kolejka po światło, cień dłuższy niż ulica,
a ja wciąż czekam, choć zgasła już kamienica.