Verse
Zajezdnia Elektryczna, zero czterdzieści siedem,
kasownik żuje bilet, jakby żuł resztki chleba.
Siedzenie szóste puste, plastik zimny jak dłoń,
a ja wsiadam co noc, bo nie umiem wysiąść w dom.
Kierowca ma na czole bliznę po innej trasie,
mówi: proszę pana, to już linia dziewięć zgasi.
Szyby w szronie rysują mapę miast, których nie ma,
a przystanki mijają jak imiona, co się zaciera.
Pre-Chorus
Czy to jeszcze droga, czy tylko szyn ślad?
Czy ten silnik jeszcze wierzy, że dojedzie gdzieś na świat?
Liczę słupy trakcyjne, jeden, dwa i trzy,
zanim prąd wygaśnie i zostaną tylko my.
Chorus
Ostatni tramwaj do nikąd
wiezie mnie, gdzie szyny się kończą,
tylko iskra, mrok i mój dech
na szybie zamarzłej w kwadracie.
Ostatni tramwaj do nikąd,
konduktor już nie woła stacji,
a ja jadę, siedzę i milczę,
jak wszystko, co miasto zabrało.
Verse
Zajezdnia ma zamknąć bramę, gdy skończy się rok,
napis "Nieczynne" wisi tam, gdzie kiedyś był zegar.
Ludzie mówią: rozbiórka, nowy market, nic więcej,
a ja pamiętam, jak matka tu czekała w esencji.
Siadam na miejscu szóstym, choć nikt mnie nie woła,
patrzę, jak miasto gaśnie, dach po dachu, wkoło.
Telewizor w oknie bloku świeci szaro, bez dźwięku,
jak moje wspomnienia, zjedzone przez zakłócenia.
Pre-Chorus
Czy to jeszcze droga, czy tylko szyn ślad?
Czy ten silnik jeszcze wierzy, że dojedzie gdzieś na świat?
Liczę słupy trakcyjne, jeden, dwa i trzy,
zanim prąd wygaśnie i zostaną tylko my.
Chorus
Ostatni tramwaj do nikąd
wiezie mnie, gdzie szyny się kończą,
tylko iskra, mrok i mój dech
na szybie zamarzłej w kwadracie.
Ostatni tramwaj do nikąd,
konduktor już nie woła stacji,
a ja jadę, siedzę i milczę,
jak wszystko, co miasto zabrało.
Bridge
Może nie ma już przystanku, może nigdy nie był,
może jadę tylko po to, żeby ktoś mnie widział.
Zgaszę światło w wagonie, zanim runie tor,
niech ostatni prąd popłynie tam, gdzie milczy dwór.
Chorus
Ostatni tramwaj do nikąd
wiezie mnie, gdzie szyny się kończą,
tylko iskra, mrok i mój dech
na szybie zamarzłej w kwadracie.
Ostatni tramwaj do nikąd,
konduktor już nie woła stacji,
a ja jadę, siedzę i milczę,
jak wszystko, co miasto zabrało.