Verse
Kotłownia trzy, korytarz zimny, węgiel piętrzy się przy ścianie,
manometr drży pod trzydziestką jak serce na czuwaniu.
Ojciec uczył mnie zaworów, ja uczę syna cierpliwości,
blok dziewiąty, okno czwarte - tam śpi ktoś, kto o mnie nic nie wie.
Łopata skrzypi o beton, iskry lecą jak zgubione lata,
zegar na ścianie stoi, choć zmiana się nie kończy.
Trzymam ogień jak sekret, którego nikt nie zapyta,
byle rura nie pękła, zanim dzień się zaczyna.
Pre-Chorus
Czy ktoś tam czuje, że ja tu czuwam?
Czy ciepło dojdzie na siódme piętro, zanim ja zasnę?
Liczę zawory jak paciorki różańca,
byle dotrwać do zmiany, byle nie zgasło.
Chorus
Osiedle śpi, a ja pilnuję ognia,
osiedle śpi, nikt nie wie, że to moja warta.
Osiedle śpi, kominy dyszą cicho,
ja zostaję sam, dopóki starczy węgla.
Verse
Dwadzieścia lat, kotłownia zamknięta, gaz zajął miejsce węgla,
manometr rdzewieje w gablocie jak medal za cichą służbę.
Syn dziś instaluje piece, mówi: tato, to nowa era,
a ja wciąż słyszę rury, jak śpiewają w środku muru.
Idę nocą pod blok dziewiąty, okno czwarte