Verse 1
Czwarta rano na klatce, parzy czarna herbata
Trzech nas stoi pod daszkiem, brat pilnuje tu brata (brata)
Klucze brzęczą na kółku, szary pot na kołnierzu
Tylko swoim przy stole do ostatka powierzę (powierzę)
Dzielimy ten bochenek i drobne z wypłaty
Słowo twarde jak ołów waży więcej niż straty
Pre-Chorus
Mgła opada na asfalt, gasną okna w oddali
Wiemy dobrze, jak drogo ten ogień się pali
Kto ma plecy u kogo, kiedy sypie się grunt? (grunt)
Zanim zegar wybije, uderzamy pod prąd
Chorus
Kiedy gaśnie to miasto, niosę naszą latarnię (latarnię)
Jeden za drugiego, nim ten beton nam zmarznie (zmarznie)
Krok w krok, ramię w ramię, przez zamieć i chłód
Dopóki stoimy, nie przetrąci nas bruk
Verse 2
Zimny metal poręczy, szary tynk pod palcami
Nie musimy nic mówić między tymi blokami (blokami)
W starym wozie parują porysowane szyby
Dzielimy każdy ciężar, bez wymówki i krzywdy
Jeden patrzy we wsteczne, drugi czyta tę drogę
Jeśli trzeba iść w ogień, sam przed ciebie tam wejdę
Pre-Chorus
Mgła opada na asfalt, gasną okna w oddali
Wiemy dobrze, jak drogo ten ogień się pali
Kto ma plecy u kogo, kiedy sypie się grunt? (grunt)
Zanim zegar wybije, uderzamy pod prąd
Chorus
Kiedy gaśnie to miasto, niosę naszą latarnię (latarnię)
Jeden za drugiego, nim ten beton nam zmarznie (zmar